Mazury 29-31.05.2009. Mosty w Kiepojciach



Widzieliśmy bunkry, widzieliśmy śluzy i piramidę. Ostatnim punktem naszej trasy były poniemieckie nieczynne mosty kolejowe.

 

Najpierw w Kiepojciach, gdzie nad rzeką Bludzią zachowały się dwa bliźniacze wiadukty. Pierwszy, z ceglanymi łukami, powstał przed I wojną światową i był włączony do użytku. Przez drugi, betonowy, nigdy nie przejechał żaden pociąg. Koniec wojny przerwał i zakończył prace nad budową prowadzących do mostu nasypów.

 

Do mostu z ceglanym wykończeniem spokojnie można dojechać gruntówką, a jego brat-bliźniak stoi jakieś 400 metrów dalej - czyli w odległości akurat na przyjemny spacerek. Dostać się na wiadukty nie jest za to tak prosto. Trzeba wspiąć się po dość stromym i śliskim nasypie. Ale kiedy już jesteśmy na górze, mamy poczucie, że nasz trud został sowicie wynagrodzony.
Oczywiście dostać się na most bez nasypów jest jeszcze trudniej, ale nie jest to niemożliwe.


I mosty, i śluzy, i inne pozostałości po Niemcach w tym rejonie uświadamiają, że Mazury mogłyby dziś wyglądać całkiem inaczej. Historia jednak zdecydowała, że przyroda jest tu na pierwszym planie. Widok z mostów to pola ciągnące się po horyzont, pasące się na nich krówki, wiejsko, sielsko, człowieka mało. 


Mosty w Kiepojciach bywają nazywane Małymi Stańczykami, a to z powodu podobieństwa do kolejnych mostów, które są wielką atrakcją Mazur. Ale do nich jeszcze dojdziemy. 



A tymczasem dokręcamy ładnie wszystkie kółka i jedziemy w dalszą trasę... by powrócić na te mosty jeszcze raz w 2013.
Nic, ale to nic się tam przez ten czas nie zmieniło.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz