Ghost Town 31.05.08-1.06.2008. Mielno


Po kilku godzinach w mieście duchów nadszedł czas zdecydować, co teraz. Planowaliśmy nocleg w Bornem Sulinowie, ale tubylcy przekonali nas, że... tu nic nie ma, a skoro jedziemy z Kłomina, to najciekawsze i tak już widzieliśmy. Niepotrzebnie im uwierzyliśmy i pojechaliśmy dalej, do Mielna. A tak serio, zachciało nam się zobaczyć morze. Nasze polskie morze. Bałtyckie. Inne były tym razem nie po drodze.



Sezon na szczęście jeszcze się nie rozpoczął na dobre, więc tłumy były umiarkowane. Mielno na początku czerwca zaczyna pomału tętnić życiem, ale wciąż jest w miarę przyjazne i nie trzeba stać po różne dobra w kilometrowych kolejkach.


Zafundowaliśmy sobie totalny chillout, wałęsając się po deptaku, zwiedzając stragany z różnej maści suwenirami, objadając się "po kokardę" w jadłodajniach i gofrodajniach, no i oczywiście okupując plażę. Po prostu chwila pozytywnego świrowania, tak bardzo potrzebnego od czasu do czasu, by na co dzień zachować względnie dobry stan zdrowia psychicznego.


Wystarczy spojrzeć na mapę, by zorientować się, że przed II wojną światową Mielno leżało na ziemiach należących do Rzeszy. Wtedy jego nazwa brzmiała Großmöllen, czego mimo chęci nie jestem w stanie wam przetłumaczyć. Aha! Czyli ziemie rdzennie niemieckie! Eh, gdyby przynależności terytorialne były tak prostą sprawą...


W pobliżu Mielna znajdują się pozostałości wczesnosłowiańskiego grodu z przełomu IX-X wieku. To pierwszy ślad "naszej" obecności na tym skrawku Pomorza, które wiele razy przechodziło później z rąk do rąk. Dziś o burzliwej historii świadczą m.in. obecne także w Mielnie budynki o konstrukcji szachulcowej, typowe raczej dla Prus. 


O tym, że Mielno jest jednym z najpopularniejszych polskich kurortów... nie, nie muszę. I nie dziwię się temu, bo w sumie jest urocze. Z tym, że nie przepadam za zatłoczonymi plażami i dyskotekami, więc raczej nie będzie to mój wybór na wakacje. Ale warto było je zobaczyć. Tak na chwilę. 

Gdyby jednak ktoś był bardziej ekstrawertyczny niż ja i uważał Mielno za swoje miejsce na Ziemi, to śmiało. Baza noclegowa Mielna jest obszerna. To w dużej mierze prywatne pensjonaty, ale nie tylko. Nam udało się "z marszu" znaleźć miejsce w ośrodku wczasowym złożonym z szeregowych domków - standard całkiem całkiem, a niedrogo. Co nie znaczy, że w sezonie w ogóle jest tam niedrogo ;).



W wyprawie do miasta duchów i na plażę udział wzięli: Mad, ThT, Krisk8, CorNick, Piotr, Sylwia, Magda i Anna.


Pokaż mad about journey spots na większej mapie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz