Na południe 19-20.07.2008. Polanica-Zdrój



Polanica-Zdrój jest jednym z najładniejszych polskich miasteczek, jakie miałam okazję oglądać. Najlepiej dowodzi tego fakt, że po przyjeździe z Pragi nie doznałam w Polanicy żadnego negatywnego szoku estetycznego. 


Miasto jest czyste, zadbane, i zagospodarowane przez kogoś z głową na karku. Mnóstwo zieleni, malownicza Bystrzyca płynąca środkiem miasta, ciekawe elementy architektoniczne (dużo oryginalnych fontann, megaszachy w parku), zadbane budynki - to wszystko składa się na superpozytywne wrażenie. 



Baza noclegowa jest ogromna. Od starożytnych sanatoriów po ultranowoczesne pensjonaty. My znaleźliśmy fantastyczny pokoik dla czworga, mimo że byliśmy tam w środku sezonu. Wokół miasta ciągną się natomiast śliczne trasy leśne, idealne na piesze lub rowerowe wycieczki. Podczas naszego pobytu ściółka lasu była dosłownie obsypana jagodami.... mmm mniam. 



Mimo że mieliśmy jeszcze inne plany, poczuliśmy się w Polanicy tak dobrze, że zostaliśmy tam do końca weekendu. Sporo czasu spędziliśmy na letnim torze saneczkowym - świetna zabawa i profesjonalnie zaprojektowana trasa. 


Jakoś tak się składa, że do tej pory na blogu i na naszych wycieczkach poruszaliśmy się głównie po przedwojennych niemieckich terytoriach. Nie inaczej jest i tym razem; niemieckiego ducha czuć na Dolnym Śląsku bardzo wyraźnie do dziś. Polanica jest najbardziej neutralna, ale pobliskie wioski czy inne miasteczka są do szpiku fundamentów niemieckie. A niemiecka nazwa Poli to Bad Altheide.


Kilka lat temu Polanica została zdewastowana przez powódź. No cóż, z pewnością było to nieszczęście dla mieszkańców i przyniosło wiele strat, ale dzisiaj widać, że samemu miastu wymuszona renowacja wyszła chyba na dobre...
Do Pragi i Polanicy dali się wywieźć: Mad, ThT, CorNick przez: Krisk8a i jego Mazdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz