27.04.2009

Powtórki 29-30.08.2008. Gródek



Gródek długo nie dawał nam spokoju. Tym bardziej, kiedy po obejrzeniu zdjęć satelitarnych na Google Maps okazało się, że chociaż ogromna część miasta została już wyburzona, to i tak za pierwszym razem obejrzeliśmy mniej więcej połowę tego, co było do obejrzenia. No i nie było innego wyjścia, jak pojechać tam jeszcze raz. Póki czas...


Na miejsce dotarliśmy tym razem jeszcze w nocy. Drogę kilka razy przebiegły nam dziki, co, hmm, nie podbudowało mojej odwagi :). Na pierwszy ogień poszedł budynek nazwany na nasz użytek stołówką - jak bardzo jest to bliskie prawdy, nie mam pojęcia - który zwiedzaliśmy jeszcze po ciemku, w świetle latarek. Jest to rozległa budowla, w dodatku podpiwniczona, więc spędziliśmy w niej dużo czasu. Kiedy w końcu się z niej wygrzebaliśmy, noc dobiegała końca.



Przemieściliśmy się zatem do "centrum", żeby zdążyć na wschód słońca - a ten mieliśmy zamiar obejrzeć z dachu jednego z bloków. Na szczęście udało nam się znaleźć prowizoryczną drabinę i plan ów powiódł się. Kiedy nowy dzień oficjalnie się rozpoczął, zeszliśmy z dachu i kontynuowaliśmy intensywną eksplorację miasta.




Odkryliśmy kilka nowych, interesujących ruin, zajrzeliśmy w miejsca już wcześniej poznane - i niestety stwierdziliśmy, że rozbiórka Gródka postępuje w tempie niepokojącym. W parę miejsc już nie zdążyliśmy zajrzeć drugi raz. Tym bardziej staraliśmy się obejrzeć każdy kąt tego, co jeszcze zostało.


Szkoda, że miejsce o tak niepowtarzalnym charakterze i niesamowitym klimacie zostało potraktowane jako skład surowca. Tym razem nie dla PKiN-u, ale historia i tak, jak widać, lubi się powtarzać...



Na zakończenie zwiedzania zjedliśmy śniadanie na schodkach przed kinem i zapuściliśmy się jeszcze na chwilę w okoliczne lasy, ale niestety nic ciekawego nie udało nam się tam znaleźć - no, z wyjątkiem dzikich znaków drogowych ;). Albo mieliśmy zbyt mało dokładne namiary, albo też obiekty ze zdjęć satelitarnych w większości już po prostu nie istnieją.


Więcej się tam już nie wybieramy, chociaż jest to jedno z naszych najulubieńszych miejsc - ale no cóż, oszczędzimy sobie jednak widoku dalszej dewastacji. Żal.


Wyruszyliśmy dalej. Kolejny cel - Malbork.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...