Tomaszów Mazowiecki 20.09.2008 i 2.11.2008. Wistom



Gdy jechaliśmy parę miesięcy wcześniej do Konewki, naszą uwagę przykuł mijany po drodze ogromny, wyglądający na opuszczony, kompleks fabryczny. Poszukaliśmy informacji, zrobiliśmy research i uznaliśmy, że warto spróbować zwiedzić to miejsce.
Było warto.




Obiekt jest naprawdę ogromny, więc zawitaliśmy tam dwa razy (a nawet trzy, jeśli uwzględnić szybką wizytę Mikoli w kominie). Część budynków jest już w rękach prywatnych, ale nie mieliśmy większych problemów z poruszaniem się po terenie fabryki, a napotkany ochroniarz upewnił się tylko, czy przybyliśmy w misji pokojowej, i puścił wolno :). Mimo to jednak i tak nie zdołaliśmy obejrzeć wszystkich budynków i zakamarków.




Zakłady Włókien Chemicznych Wistom w Tomaszowie Mazowieckim zostały zamknięte na początku lat 90 i stały się jednym z najciekawszych polskich obiektów dla miłośników ruin industrialnych. W halach i pomieszczeniach biurowych zachowało się mnóstwo relikwii z czasów prosperity: od ksiąg rachunkowych, kalendarzy ściennych i puszek po herbacie aż po kaski, części zamienne do maszyn i maski przeciwgazowe.



Na pewno należy uważać na pojemniki po chemikaliach - a poza tym na wiele innych rzeczy, np. otwarte szyby po windach :). Dobrze jest mieć przy sobie latarki, a na sobie ubrania, których nie będzie szkoda ewentualnie wyrzucić.



Wart zobaczenia od środka jest komin; zdjęcia zupełnie, ale to zupełnie nie oddają tego wrażenia - więc ich nie zamieszczam. Wewnątrz hula wiatr, powodując niepowtarzalny dźwięk, a wrażenie wysokości jest całkiem odmienne niż wtedy, gdy patrzymy na komin z zewnątrz. Istny tunel ze światełkiem na końcu.




Pozostałości po Wistomie są absolutnie niesamowitym miejscem, w którym nie da rady się nudzić. Każdy budynek ma inny charakter, widać ich odmienne przeznaczenie. Gigantyczne hale, ciągnące się w nieskończoność korytarze, tysiące sal i pokoików... Do tego obfitość znajdowanych fantów, jakich nie widywaliśmy wcześniej nigdzie indziej - wszystko to sprawia, że po fabryce można chodzić prawie bez końca w ciągłym urbexowym zachwycie.




Dodatkowym atutem jest duża dostępność dachów. Na budynkach zachowała się większość drabinek, i to w niezłym stanie - a z góry można zobaczyć kilka ładnych ujęć malowniczej panoramy Tomaszowa. A gdyby tak wejść na komin... stamtąd to musi być dopiero widok :). Są tacy, co dokonali tej sztuki... spytajcie wujka Google.



Resztki chemikaliów wdychali:
w edycji 1. Mad, ThT, Krisk8 i Uska;
w edycji 2. Mad, ThT, Krisk8 i CorNick;
w edycji 3 skróconej. Mikola z ThT.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz