Arkadia. 5.06.2008


I tak to się zaczęło.
Nieustający wanderlust. Wypady mniejsze i większe, starannie zaplanowane i spontaniczne, na własną rękę i z touroperatorem... 
Byle do przodu, byle przed siebie.


Z chwilowego braku większych możliwości, stęsknieni za trasą, zrobiliśmy sobie mały popołudniowy wypad do Arkadii. Poza samą jazdą samochodem frajdę zapewniło nam zwiedzanie romantycznego parku Heleny Radziwiłłowej, który jest oryginalną hybrydą staro- i nowożytnych stylów architektonicznych, tworzącą zaskakujący efekt, miejscami dość groteskowy, ale i tak fascynujący.


Łuki, akwedukty, świątynie... w głowie się kręci od tej mieszanki. Mimo wszystko jest to przyjemny spacer po pięknym parku i jest co pooglądać. Interesujący widok stanowi budynek Łazienek, który aż kapie od płaskorzeźb. Dla nas, maniaków różnego rodzaju ruin, ciekawym doświadczeniem było obejrzenie tworów, które od samego początku z założenia miały być ruinami.


Czas niewiele tutaj pomógł, i tak większość ornamentów wygląda jak doklejona na chybił-trafił... Bardzo, ale to bardzo specyficznym zabytkiem jest ten park...




Informacje na temat zwiedzania, położenia geograficznego oraz obiektów znajdujących się na terenie parku można znaleźć TUTAJ. Mimo że w przewodnikach widnieje info, że Arkadia czynna jest do zmierzchu, liczcie się z tym, że zostaniecie uprzejmie wyproszeni duuużo wcześniej.


W drodze powrotnej pojechaliśmy obejrzeć prawdziwe ruiny - to znaczy w tym przypadku zamek w Sochaczewie. Tam zobaczyliśmy też zachód słońca i prawdziwy zmierzch :). Natomiast co do samych ruin - tu za wiele do oglądania nie ma...

Arkadię zwiedzili: Mad, ThT, Krisk8.


Pokaż mad about journey spots na większej mapie

2 komentarze:

  1. Niezwykle romantyczne miejsce. Kolejny punkt na mojej liście tegorocznych wypraw rowerowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma swój całkowicie niepowtarzalny klimat :).

      Usuń