Pienińskie zamki zwiedzaliśmy już w zeszłym roku. Jednak ponieważ jest to naprawdę miły sposób na spędzenie dnia, zarządziliśmy powtórkę.
O Dunajcu pisałam już i od tamtego czasu nic się wkoło i na zamku nie zmieniło, oprócz pogody. Tym razem towarzyszyła nam aura obfitych opadów śniegu. Cieszyliśmy się jak dzieci wizją powrotu na świeżo przysypany stok, niestety w Białce nie spadł ani centymetr puchu :)
Wracając do zamku, warto nie tylko go zwiedzić, ale i zapoznać się z jego historią, gdyż jest wyjątkowo barwna. Budowla ma węgierski rodowód, kilka wieków temu mieliśmy z Królestwem Węgier wspólną granicę i przebiegała ona własnie przez Pieniny. Kto by pomyślał, prawda? A wystarczyło uważać na lekcjach historii... :)
Jeśli wierzyć legendom, na niedzickim zamku rezydowała także inkaska arystokracja. Niby to tylko legenda, ale... ponoć w każdej jest ziarnko prawdy :)
Szkoda, ze spora część zamku nie jest udostępniona do zwiedzania. A już szczególnie szkoda, że nie da się zwiedzić podziemi i tunelu ucieczkowego. To by było coś bardziej w naszym stylu :) Zamek jest jednak bardzo ugrzecznioną, rodzinną atrakcją. W znacznie dzikszym stanie jest pobliski Czorsztyn. Ale to już osobna historia...
Dunajec tym razem w składzie: Mad, Krisk8, Monika i Kozi.
Pokaż mad about journey spots na większej mapie






Byłam tam wiele razy, ale jeszcze nigdy zimą :)
OdpowiedzUsuńA ja, jak widać, głównie zimą :) bardzo bym chciała zawitać tam latem, wrażenia muszą być totalnie odmienne.
OdpowiedzUsuń