O tym, ze lubimy sobie zimą wyskoczyć na zaśnieżone szosy Słowacji, pisałam już nie raz (a dokładnie dwa razy). W ostatnie wakacje, przy okazji zwiedzania słowackich skalistych gór, mieliśmy okazję przemierzyć naszą zimową trasę, a także kilka innych, tym razem po czarnym asfalcie.
Wrażenia są oczywiście diametralnie inne, chociaż zmieniła się tylko pora roku :) Ale i teraz polowaliśmy z obiektywem przez szyby samochodu na soczyście zielone pejzaże.
Jak miło oglądać sobie teraz słowackie niebo, siedząc w domu pod kocem i starając się nie wyglądać za okno. Łódzka zima może i była ładna przez chwilę, ale teraz weszła w najkoszmarniejsze stadium; śniegopodobnej substancji zamarzniętej na trawnikach nie da się określić inaczej, jak apogeum brzydoty. No to Słowacja once again:
A tutaj mamy dla was nową wersję tapety na windowsa :)
I jeszcze kilka fajnych fotek z trasy:
Za Słowacją tęsknią (jeśli dobrze zgaduję): Mad, Krisk8, Koteksonki, Dora i Zava. Oby do wiosny, kochani, oby do wiosny ;)
Takie wspomnienia są świetne :)
OdpowiedzUsuńO.
To byłam ja :)
OdpowiedzUsuńOj tęsknimy , tęsknimy ...
OdpowiedzUsuńpomimo tylu godzin spędzonych w samochodzie to i tak powiem - WARTO !!! :)
nie ma co kryć - to były zajebiste wakacje :)))
piknie ;)
OdpowiedzUsuńObieżyświatko, czasami tylko takie wspomnienia pomagają przetrwać pluchę :)
OdpowiedzUsuńAga, też tak uważam :) Z wyjątkiem tego, że ja w samochodzie mogłabym właściwie zamieszkać (gdyby był wyposażony w łazienkę i kuchnie, oczywiście) :D
Kris, a gdzie Ę? :)