Powiedziałam: wrócimy tam. I wróciliśmy, tak przy okazji, będąc akurat "przypadkiem" w Szczyrku ;)
Tym razem zwiedzanie Wołoskiego Muzeum Etnograficznego zaczęliśmy od najbardziej rozległej części skansenu: wioski wołoskiej. Odzwierciedla ona zabudowę typowej wsi wołoskiej, położonej na łagodnych stokach Beskidów. Przeniesiono tu i zrekonstruowano ok. 70 budynków mieszkalnych i gospodarczych, a także szkołę, kuźnię, kościół.
Krajobraz wiejski uzupełniają drzewa owocowe, rośliny ozdobne i uprawne oraz zioła ;) akustyczną sielankę kreują natomiast pobekujące kozy i lokalnej odmiany owce.
Co do zwierząt domowych, ich rola w życiu wsi jest w wołoskiej wiosce wyjątkowo wyraźnie podkreślona. Przede wszystkim przez obecność żywych okazów :) - poza kopytnymi po skansenie kręcą się liczne okazy drobiu, można też zobaczyć osła i byka, krowy, świnki, a w przydomowych klatkach rodzinę królików. Również w układzie zabudowań w oczy rzuca się pełna integracja z bydełkiem- w każdym gospodarstwie jest miejsce dla ludzi, jest i dla zwierząt. Nie jest więc zaskoczeniem informacja, że dawni mieszkańcy tego regionu parali się przede wszystkim pasterstwem.
Teren tej części skansenu jest iście sielankowy- jeśli macie co najmniej tyle lat co ja i tęsknicie za wsią, jaką pamięta się z dzieciństwa, to miejsce jest idealne żeby zmaterializować wspomnienia. To zabrzmiało, jakbym miała koło setki, ale zapach świeżego siana, czereśnie uginające się od owoców, stogi formowane ręcznie, brak mechanizacji- tego już się dzisiaj na wsiach nie spotyka tak często, jak trzy dekady temu. My byliśmy zachwyceni, klimat dawnej beskidzkiej wioski wywołał w nas falę prawdziwie pozytywnego entuzjazmu, a że i pogoda dopisała, euforia była stuprocentowa.
Na zwiedzenie wołoskiej wioski przewodniki polecają przeznaczyć ok. dwóch godzin, z naszych doświadczeń wynika jednak, że trzy będą bezpieczniejsze.
Czeską wioskę w środku miasta odwiedzili ponownie Mad, Krisk8 i Koteksony.
Pokaż mad about journey spots na większej mapie







Mało znane miejsce, ale za to jakie urodziwe. Prawdziwa perełka. A ten drewniany płot po prostu- mam słabość do takich elementów architektury wioskowej.
OdpowiedzUsuńIdealne miejsce na odpoczynek. Takiej sielanki nie zaznałem naprawdę dawno. Spokojnie, cicho i pięknie.
OdpowiedzUsuńSkanseny mają swój niezapomniany urok czasów, które minęły. Cały czas się zastanawiam, czy w Anglii widziałam jakiś skansen, ale nic nie przychodzi mi do głowy... W Polsce pamiętam, że ogromne wrażene zrobił na mnie skansen łowicki. A swoją drogą ja również pamiętam starą wieś, załapałam się nawet na klika przejażdżek na wozie, a kradzione truskawki od sąsiada mojej cioci są do tej pory niedoscignione w smaku...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!!
viki_on_line
Viki_on_line, to prawda, truskawki prosto z krzaka, niemyte i w dodatku podebrane sąsiadom to nie lada rarytas :) W skansenie łowickim jeszcze nie byliśmy, chociaż mamy go właściwie pod nosem, ale na pewno nadrobimy te zaległosci. A gdybyś trafiła kiedyś jednak na jakiś skansen w Anglii, chętnie się o nim dowiem, ot tak, na przyszłość :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńSielanka Konopnickiej :
OdpowiedzUsuńTu się kryje biała chata, tu słomiany dach, przy niej wierzba rosochata, a w konopiach strach.