26.04.2013

Wakacje 2012. Słowacki Raj 23.08.2012



Kolejny dzień naszych wakacji spędziliśmy znowu po słowackiej stronie. I był to bardzo długi dzień ;)
Słowacki Raj chodził mi po głowie od dawna. Szlaki prowadzące przez ten Park Narodowy po drabinkach, mostach i wbitych w skały metalowych podestach wydawały się idealnym miejscem na pokonywanie swoich słabości. I rzeczywiście, są na szlakach fragmenty, które wymagają małych aktów odwagi :)


Do pokonania wybraliśmy trasę prowadzącą od Podlesoka na Kláštorisko (czerwony szlak), z którego planowaliśmy odbić żółtym szlakiem w dół do Przełomu Hornadu. Początek był ciężki - podejście jest początkowo dość strome, co przy upalnej pogodzie daje trochę w kość. Później jednak nastąpiła zasłużona chwila wytchnienia - wędrówka łagodnym odcinkiem trasy prowadzącym przez szczyty aż na Kláštorisko.


W pobliżu tych malowniczych ruin dawnego klasztoru kartuzów, które nota bene warto dokładnie obejrzeć, znajduje się schronisko. Można tam popróbować słowackiej kuchni, jeśli ktoś jest bardzo znużony wędrówką; ze względu jednak na stosunek cen do jakości polecam zaoszczędzenie swoich ojro na lepszą okazję. W tym miejscu są także toalety oraz domki do wynajęcia.


Z Kláštoriska wyruszyliśmy na żółty szlak, który, początkowo przyjemny, okazał się najtrudniejszym odcinkiem do przejścia. Skaliste stromizny, niewielki, ale mokry opad deszczu i mało stabilne podłoże stworzyły razem niezłe wyzwanie, tym bardziej, że w wielu miejscach jedyne, co trzymało nas na trasie (i przy życiu ;)) to wbite w skały łańcuchy. Odetchnęliśmy dopiero na widok niebieskiego szlaku, który miał przeprowadzić nas Przełomem Hornadu z powrotem do Podlesoka. Odetchnęliśmy tak głęboko, że poszliśmy... nie w tę stronę.




Przejście wąwozem było tak jak oczekiwaliśmy, bardzo malownicze i bardzo zróżnicowane, dość wymagające ale nie niemożliwe. Zadowoleni z siebie, kierując się w stronę Čingova, pokonywaliśmy drabinki i metalowe stopnie zawieszone nad przepaścią, nieświadomi, że po drodze czeka nas jeszcze jedna hardkorowa przeprawa.




Kiedy zorientowaliśmy się, że zamiast na parking z naszymi samochodami doszliśmy w całkiem inne i nie tak pobliskie miejsce, żeby nie wracać na szlak i nie błąkać się nocą po lesie, skierowaliśmy się w stronę Letanowic. Może niektórzy z Was znają urocze miejsce, które leży na trasie... Nazywa się Rómska Osada i jak nazwa wskazuje, jest romską osadą. Miejscowa ludność jest bardzo pomocna we wskazaniu właściwego kierunku, ale też bardzo towarzyska i usilnie namawiała nas na wspólny posiłek - to znaczy że to, co my przynieśliśmy ze sobą, oni chętnie zjedzą. Ponieważ pora była późna, nie daliśmy się namówić i szybkim krokiem wyruszyliśmy na ostatni, nieplanowany, 5-kilometrowy odcinek trasy.




Szczęśliwie wszyscy uczestnicy wyprawy przeżyli i wrócili cało do naszej kwatery w Krynicy, ale intensywność tej przygody odebrała nam chęci do realizacji ostatecznego planu - wycieczki do węgierskiego  Parku Narodowego Aggtelek. Reszta urlopów upłynęła nam na miłym melanżowaniu... na szczęście, były to tylko dwa dni.


Ze słowacką florą i fauną integrowali się: Mad, Krisk8, Koteksony i Arek.


Pokaż mad about journey spots na większej mapie

2 komentarze:

  1. te drabinki nad przepaściami trochę mnie przerażają, dobrze, że taka pora roku była, ze nie oblodzone ... choć dla pięknych widoków można wiele poświęcić
    Blog o życiu & podróżach
    Blog o gotowaniu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drabinki na żywo są mniej przerażające, niż gdy ogląda się je na zdjęciach :) Też miałam duszę na ramieniu, ale przechodzi się przez nie całkiem przyjemnie. Pozdrawiam!

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...