MRU Pętla Boryszyńska. 29.09.2012



eMeRU. Niemiecki system obronny, mający na celu ochronę wschodniej granicy. Mimo całego kunsztu budowlanego i wielkiego nakładu pracy, jaki został włożony w to, by ten obiekt powstał... jak wiadomo, wschodnia granica III Rzeszy została w końcu złamana. Legenda głosi, że zawinił wczorajszy melanż...


Strasznie długo było nam nie po drodze do emeru, aż w końcu się wkurzyliśmy i pojechaliśmy tam specjalnie - nie przy okazji, nie w drodze do, tylko specjalnie -  bo kto to widział, żeby w naszym wieku nie znać jeszcze jednych z największych podziemi fortyfikacyjnych na świecie, i to tak blisko domu.





Wybraliśmy Pętlę Boryszyńską przede wszystkim dlatego, że - jak się okazało - istnieje możliwość zwiedzania tej podziemnej trasy... na rowerach! Znacznie wydłuża to dystans, jaki jesteśmy w stanie zwiedzić w ciągu jednej wycieczki, a poza tym - to naprawdę niepowtarzalne wrażenie, pedałować po bunkrach... trzeba cały czas uważać, by nie wpaść w szynę albo dziurę... rowery trzeszczą... pojawia się mgła... wokół otaczają nas nietoperze uśpione na ścianach, ale zdarza się niespodziewana pobudka...


Korytarze ciągną się naprawdę w nieskończoność. Na szczęście gminy, które mają dostęp do wejść pod ziemię, nijak nie mogą się ze sobą porozumieć, i trasa jest poszatkowana na kilka odcinków. Nie można ich zwiedzić na jednym bilecie. Nie ma zniżek. Pniewo albo Boryszyn - nie ma zmiłuj. Nie ma sentymentów. W końcu to Polska, jesteś za albo przeciw, jesteś rowerzystą albo kolejarzem - nigdy oba na raz. Więc można zaplanować sobie zwiedzanie na kilka dni, albo na kilka lat.




Jeden, jedyny minus wycieczki: z Łodzi do okolic Międzyrzecza prowadzi znienawidzona przez nas autostrada wielkopolska. Najnudniejsza i najbardziej upierdliwa trasa, jaką kiedykolwiek jechaliśmy. Ale może Wy będziecie mieli lepszy dojazd :)


MRUczando-mormorando wykonali unisono: Mad, Krisk8, Koteksony na własnych rowersonach, Zygi i Arek.


Pokaż mad about journey spots na większej mapie

11 komentarzy:

  1. Byłem w wojsku w Międzyrzeczu, ale wtedy te podziemia nie były dostępne. Bardzo ciekawa relacja, pomysł z jazdą na rowerze ciekawy , chociaż w tych warunkach chyba ekstremalny. Fajne zdjęcia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, jest trochę ekstremalnie, bez latarki czołowej raczej nie ma co próbować :) A podziemia warto zwiedzić - robią wrażenie.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Podziemia tajemnicze, ale mnie najbardziej oczarowały nietoperze, piękne zdjęcie :)
    Ja dzisiaj byłam w jednej z okolicznych jaskiń, ale tych stworzonek niestety nie spotkałam.
    O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietoperze są urocze :) Wiem, ze to kontrowersyjne stworzenia, ale ja czuję do nich szczerą sympatię, szczególnie do tych, które mają psie mordki :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Świetny pomysł ze zwiedzaniem trasy na rowerach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, to wielki atut na tej trasie.

      Usuń
  4. Fantastyczna wyprawa, interesujące miejsce, super pomysł ze zwiedzaniem tego obiektu na rowerze:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, myślę, że rower zachęcił Ciebie do odwiedzin w tym miejscu :) Można oczywiście zabrać swój, a można też wypożyczyć na miejscu - ale tamtejszy sprzęt jest "letko" zdezolowany. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Jest zabawnie bo to stare rowerki typu "supermarket za 200zł" i mają hamulce typu aaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy bym nie pomyślała, żeby zwiedzać bunkry na rowerze! Jak wchodziłam do bunkrów z Lini Mołotowa, to zawsze dwa razy sprawdzałam co mam pod nogami zanim postawiłam kolejny krok, ale właśnie ta niepewność jest najlepsza w takich miejscach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostrożność jest tutaj kluczowym hasłem, rowery w MRU są "po przejściach", a podłoże pełne niespodzianek - głównie trzeba uważać na tory kolejowe i przyległości :). Ale przygoda - pierwsza klasa.

      Usuń