Paryż 22.05.2013. Luwr

Paryska piramida

Luwr, zwany także paryskim Pałacem Poznańskiego (żarcik ;)) jest jednym z najbardziej przerażających miejsc, jakie miałam okazję do tej pory zwiedzić. Mówię całkiem poważnie ;). Z kliku powodów.


Monumentalne francuskie budownictwo

Po pierwsze: powierzchnia. Muzeum - jego pełna nazwa to Centralne Muzeum Sztuk Pięknych (Museum Central des Arts) - zajmuje skromne 60.600 metrów, w dodatku kwadratowych.

Zwierzyna zamieszkująca dziedzińce Luwru

Po drugie pierwsze: na tym jakże skromnym metrażu prezentowane jest 35.000 dzieł sztuki. Jest to zaledwie wycinek z całej kolekcji zgromadzonej przez muzeum; w całości liczy ona 380.000 sztuk. Sumując dotychczasowe dane, można krótko stwierdzić, że zwiedzenie Luwru jest niemożliwe, chyba że poświęci się na to całe życie. No, może pół ;). W każdym razie 3,5 godziny jest absolutnie niewystarczające, nawet z tak fajną przewodniczką jak nasza.

Dynamiczny tympanon

Następna sprawa to ilość turystów, zwłaszcza pochodzenia azjatyckiego, która osiąga apogeum w sali z Moną Lisą. Dodatkowo w ten dziki tłum wmieszani są kieszonkowcy, zwykle o aparycji niewinnych nastoletnich dziewczątek, więc naprawdę ciężko jest dzielić swoją uwagę pomiędzy bezpieczne przemieszczanie się a podziwianie eksponatów.

Zodiak zdobiący jedno ze sklepień

No ale to w końcu Paryż. Luwr. Must see dla każdego Europejczyka ;). I najwyraźniej dla każdego Azjaty również*.

Jeden z dziedzińców
Robi wrażenie.
To fakt.

Najki ;)

Po namyśle zdecydowałam się nie prezentować Wam na fotografiach najsławniejszych dzieł z kolekcji Luwru, takich jak Wenus z Milo, kodeks Hammurabiego czy wspomniana już Mona pędzla Leonarda. Musicie uwierzyć mi na słowo, że widziałam je na własne oczy :). Opublikowano już tyle zdjęć tych dzieł, że byłoby to nudziarstwem z mojej strony, dorzucać własne. Ich reprezentantką będzie jedynie Nike z Samotraki, a obok niej - kilka ciekawszych ujęć samej budowli.

Mały Łuk Triumfalny - Łuk Karuzeli

*Żeby było jasne: nie mam absolutnie nic przeciwko Azjatom, stwierdzam tylko ich ogromną ilość w Paryżu ;).


Louvre de nuit :)
Paryskie piramidy zwiedzili M i K.


Pokaż mad about journey spots na większej mapie

6 komentarzy:

  1. Wszystko, co napisałaś jest prawdą. To muzeum można tylko zaliczyć, zwiedzić wszystkich sal się nie da. Wystawianie własnych zdjęć eksponatów to ryzyko, gdy istnieje wiele albumów zawierających profesjonalnie wykonane fotografie. W świetle zastanym można liczyć co najwyżej na w miarę poprawne zdjęcia. Mam gdzieś na dysku zdjęcie Mona Lisy, ale zachowam je tylko dla siebie jako pamiątkę. Tłum był taki, że robiłem je z odległości ok 3 m mając przed sobą kilka rzędów ludzi. Nie było szans na przyzwoitą fotkę. Bardzo podobał mi się pałac z zewnątrz i pewnie kiedyś go wystawię.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mam właśnie takie same zdjęcia Mony Lisy...
      Generalnie cieszę się, że miałam okazję być w Luwrze, ale zarówno w odniesieniu do niego, jak i do Paryża w ogóle, mam wrażenie raczej "liźnięcia', niż zwiedzenia.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Problemat Małego Księcia... za wiele róż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno niedosyt jest zawsze lepszy niż przesyt :) A w obliczu zbyt wielu możliwości wyboru człowiek naprawdę traci zainteresowanie.

      Usuń
  3. Architektura z wyższej półki. Dobrze, ze przynajmniej jest możliwość zrobienia zdjęć. Mona Lisę jako ozdobę mógłbyś zamieści. ;) Niestety w wielu muzeach nie wolno robić zdjec. :( Zwiedzałem dworek w Ożarowie (fila muzeum wieluńskie) i pani nie wraziła zgody na zrobienie zdjec. :(
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Paryżu tylko raz spotkaliśmy się z zakazem fotografowania - w muzeum d'Orsay. Dlatego też wpisu o tym miejscu nie będzie ;) No cóż, takie miejsca same siebie pozbawiają promocji.

      Usuń