Wersal 23.05.2013. Pałac Wersalski



Kolejny temat nie do ogarnięcia: Pałac Wersalski. Siedziba francuskiej arystokracji i scenografia licznych filmów kostiumowych z epoki Króla-Słońce. Przepych i rozmach monarchii absolutnej, szczytowe osiągnięcie stylu barokowego w architekturze. Hmm, co tam jeszcze... aha, park! Kilometry labiryntów, fontanny, altanki, posągi... Inaczej wyobrażałam sobie "domek z ogródkiem" ;).



Zwiedzanie wnętrz pałacu jest niestety równie przyjemne, co jazda autobusem po mieście w godzinach szczytu. Posuwamy się żółwim tempem po kolejnych komnatach, noga za nogą, krok za krokiem, przytuleni do współtowarzyszy niedoli. Pomiędzy ich głowami wychwytujemy interesujące detale wnętrz, ewentualnie oglądamy sufity :). Z otrzymanego przy wejściu audioguide'a sączy się do uszu kojący głos lektora. Ale żeby nie było, że staropolskim zwyczajem narzekam, jest pięknie :)



Wyjście do parku przynosi trochę ukojenia leptofobikom. Tam mamy do dyspozycji naprawdę ogrom przestrzeni. A nawet możemy przez chwilę pobyć sami, jeśli dobrze się zakręcimy w krzaczastych labiryntach.





Zespół pałacowy w Wersalu stanowił inspirację dla wielu architektów projektujących siedziby królewskie. Jedno z bezpośrednich naśladownictw stanowi bawarski pałac Herrenchiemsee. Powstał na zlecenie króla Ludwika II, gdy ten, ku własnemu rozczarowaniu, nie zdołał zwiedzić oryginalnego Wersalu podczas podróży po Francji. Cóż więc prostszego, niż kazać wybudować sobie kopię nieco bliżej domu, prawda? :) Ach, napisałam "powstał", ale właściwie to nie, bo do dziś pałac Herrenchiemsee pozostał nieukończony i tak już zostanie na wieki... chyba.



Ale wracając do Wersalu, oprócz zatłoczonej środkowej części pałacu i gigantycznego parku udostępnione są tam także do zwiedzania apartamenty królowej. To jest już trochę spokojniejsze miejsce niż komnaty królewskie i tam można z przyjemnością obejrzeć, w jakim wystroju wnętrz lubowała się francuska arystokracja.



Pałacu Wersalskiego, tak samo jak Luwru, nie da się szybko zwiedzić. Trzeba zarezerwować sobie długie godziny na chodzenie - plus kilka na stanie w kolejce po bilet... :) Ale nie powiem, że nie warto. Żałuję natomiast tego, że samo miasteczko miałam okazję zobaczyć tylko przejazdem, bo sprawia bardzo miłe wrażenie i chętnie zwiedziłabym je od tej drugiej, "cywilnej" strony. Może... kiedyś...



A oto i ON z lotu ptaka.
Maleństwo.


Pokaż mad about journey spots na większej mapie

6 komentarzy:

  1. Masz rację, to miejsce jest nie do ogarnięcia. Pałac poraża ogromem, do tego jeszcze park i wioska. Jeden dzień to za mało na ten obiekt, a tyle zazwyczaj mamy do dyspozycji podczas zbiorowej wycieczki. Ciekawe wybrałaś kadry.
    Miłej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie minus takich wycieczek - raz czasu brak, a innym razem jest go aż w nadmiarze :) Ale, jak to mawiali w dawnych czasach - wszystko ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Byli tacy co dla Wersalu tracili głowy... w przenośni i dosłownie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda... Jak to dobrze mieć głowę na karku ;)

      Usuń
  3. Wersal ma dużo do zaoferowania i warto się tam wybrać. Bardzo zauroczyły mnie ogrody gdy byłam tam pierwszy raz, bo działały wszystkie fontanny. Piękne zdjęcia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to miałaś szczęście z tymi fontannami - to dopiero musi być niesamowity widok! Pozdrawiam!

      Usuń