09.08.2014

Budapeszt 29.12.2013-1.01.2014. Day



Powiedziałam, że tam wrócę? Powiedziałam. To żebyście wiedzieli, że nie rzucam słów na wiatr. A jak już rzucam, to epicko* ;)
*tak, znam właściwe znaczenie słowa epickość. Ale lubię bawić się słowami i ich znaczeniem ;)


Zamek Vajdahunyad

Zamek Vajdahunyad 2


Dooobra, ta wycieczka to zasługa Krisa. I moja. I kilku sprzyjających wydarzeń. Ta wycieczka to także wielka niespodzianka. I jeden niesamowity flow. Znacie teorię przepływu? Budapeszt to dobra okazja, żeby ją poznać ;) Kiedy łapie się w życiu flow, fantastyczne rzeczy same zaczynają się przydarzać. Naprawdę.

Na Placu Bohaterów

Lodowisko Stołeczne


Dodam jeszcze tylko do tych wywodów metafizycznych, że marzenia spełniają mi się w coraz drobniejszych szczegółach, a sploty wydarzeń, które do tego prowadzą, są tak zakręcone, że... hej :D Także teges, nie bójcie się marzyć ;) I miejcie flow.

W tle Zamek Vajdahunyad

Kolejka na Wzgórze Zamkowe


A wracając, bo w dziwną stronę mi się pojszlo, Budapeszt. Pisałam już o must-see, nie będę powtarzać. Tym bardziej, że tym razem to nie był wyjazd szkoleniowy, służbowy ani przymusowy, tylko... nieodwołalny. Absolutnie nieodwołalny ;)


Na alei Andrassy

Dom Terroru

Wróciłam w prawie wszystkie miejsca, w które chciałam, zobaczyłam kilka nowych, i było tak niesamowicie pozytywnie przez cały czas, że aż się zastanawiam, czy to byłam ja. Dodatkowy bonus polegał na tym, że mieszkaliśmy u rodziny (Krisa), dzięki czemu mogliśmy naprawdę zobaczyć, jak żyje się po węgiersku. I spróbować prawdziwego, domowego babgulyas. Czyli zupy gulaszowej z fasolą. O ludzie, jakie to było dobre :)


Most Łańcuchowy


Bazylika św. Stefana


Spróbowaliśmy też węgierskiego fast-foodu o nazwie lángos. To taka przekąska, która zaspokaja dzienne (tygodniowe?) zapotrzebowanie na kalorie, ale jest pyszna (jak wszystko, co ma miliard kalorii w 100 gramach ;)) - smażony w głębokim tłuszczu placek z ciasta drożdżowo-ziemniaczanego, podawany z serem i śmietaną. Samo zdrowie :D

Stacja metra Vörösmarty tér

Most Łańcuchowy en face

No i przejechaliśmy się metrem, linią M1. Wspominałam już, że lubię pociągi? Metro też uwielbiam. No bo nie dość, że kolej, to jeszcze pod ziemią - pełnia industrialnego szczęścia. Z komunikacyjnych Budapeszt ma jeszcze jedną wisienkę na torcie - linię tramwajową nr 2.

Dwójeczka

Na ilustracjach - kilka budapesztańskich impresji za dnia. W następnym odcinku - Po Zmroku. Dziękujemy, zapraszamy.
Na przykładowej mapce - miejsce, gdzie nasz spacer się rozpoczął, czyli Plac Bohaterów (Hősök tere). Więcej oznaczeń na większej mapie (link pod spodem ;)).


Pokaż mad about journey spots na większej mapie
.

7 komentarzy:

  1. Oj chciałabym zwiedzić Budapeszt... Jest na mojej liście must see już od dawna ;)
    Świetna ta linia tramwajowa :)))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to istotnie jest must see... jedno z najpiękniejszych miast, jakie widziałam. Pozdrawiam również :)

      Usuń
  2. Budapeszt należy do najpiękniejszych miast jakie odwiedziłam, chętnie tam kiedyś wrócę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego samego zdania. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Budapeszt i Wiedeń to miasta w których można się zakochać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę się z tym spierać ;)

      Usuń
  4. Ajajajajwjajajajwjajajajwjaja... ja...
    Byłem przejazdem... szczerze mówiąc dupa a nie bycie...
    No koniecznie trzeba pojechać.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...