Budapeszt 29.12.2013-1.01.2014. Zamek w Tata

Zbliża się...



koniec roku 2013.



Zanim z Szentendre wróciliśmy do Budapesztu, by uczcić to i owo butelką Törleya, zaniosło nas jeszcze do miasteczka o wdzięcznie brzmiącej nazwie. Dwie rzeczy rzucają się tam w oczy i w inne narządy zmysłów...


Jedna to zamek. Niebrzydki nawet. XIV-wieczny, obronny, zgrabny i ładnie położony. Nad jeziorem. I rezyduje na nim bardzo sympatyczny osią. I owce mu towarzyszą w tym.



Druga ma związek z przydomkiem miasta, które na Węgrzech znane jest jako "Miasto Tysiąca Wód". Hm... zapewne źle trafiliśmy, ale hmm... trochę te wody miejscami są zastałe. Kółka też się nie kręcą.



No dobra. Wyobraźcie sobie, że miasto przez chwilę nazywało się Tatatóváros, ale ze względów praktycznych skrócono tę nazwę! Kocham Węgrów i ich język, ale argument "by było prościej" po węgiersku brzmi przewrotnie ;)


Bardzo miłe miejsce na spacer. Nie za długi, ale w niezaprzeczalnych okolicznościach przyrody (i architektury), w końcowo-rocznym bezpośpiechu, a ostatni dzień roku w ogóle ma w sobie coś takiego... że warto zajrzeć do Tata.


Pokaż mad about journey spots na większej mapie

4 komentarze:

  1. No powiem Ci że, jak na Węgrów to zaszaleli z tą nazwą! ;) Cóż to im się stało, żeby skrócić ;D
    Osią przeuroczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Szaleństwo na całego :)
      Osią mię urzekł również :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. No, wszystko super tylko... to sympatyczne zwierzę na zdjęciach pisze się "osioł", a nie "osią" i nie "mię", tylko "mnie". Cóż. polska jezyk - trudna język...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha ha, dziękuję za instrukcje, jak widać 5 lat na polonistyce poszło w piach... :D Osioł, zapamiętam. I życzę luzu wiyncyj.

      Usuń