25.08.2014

Ruciane-Nida 31.05-1.06.2014


Są w Polsce dwa miasta, do których mogę wracać bez końca. No dobra, trzy. Bo jedno to Łódź. A oba pozostałe są z dywizem. Polanica-Zdrój, o której nie tym razem, i Ruciane-Nida, o którym w sumie po raz pierwszy.


Polanica i Ruciane to dwie odmiany euforii. Ta dolnośląska jest bardzo wewnętrzna i czasami nawet się nie ujawnia. Ta mazurska jest bardzo zewnętrzna i czasami nawet mnie w niej nie ma. Anyway, obie mają działanie terapeutyczno-lecznicze i przez jakiś czas po powrocie z jednej bądź drugiej chce mi się żyć. Chwilami nawet nadmiernie.


Co zabawne, tyle razy byłam w Rucianem i nawet nie za bardzo wiedziałam, jak ono wygląda. No że nad jeziorem jest, to tak. I że przystań ma. I że las, i nasze miejsce noclegowe, którego już nigdy nie zamienimy na inne, tak samo jak i w Polanicy. A tym razem w końcu wyszliśmy ze swojego świrowania i zobaczyliśmy trochę miasta. Jak zombie wypuszczone z podziemi ;)


Będę straszna. Jak zombie. Bo to, co pokażę, raczej nie jest najlepszą wizytówką Rucianego. Ale nas oczywiście urzekło. Bo wyglądało całkiem jak opuszczone. Chociaż niby nie jest. Bo rozkład jazdy posiada. Dworzec mianowicie.


Ale co poza opuszczonymi lubi Mad? Pociągi! Których też tam nie było, poza jednym smętnym wagonem mieszkalnym. O-pusz-czo-nym! No i proszę. Zawsze można znaleźć jakieś pozytywy. A jakbym chciała, to jeszcze kilka mogłabym wymienić.


Do tego jeszcze ścigała nas burza, wiatr targał grzywy, bliskość wody hipnotyzowała, a dzikość w sercu osiągała poziom krytyczny. Nie tylko u tych, co dzień wcześniej wypadli z samolotu.


Miałam ostatnio chwilę zwątpienia, gdy posłuchałam sobie radyjka i jakieś 90% czasu zajmowały reklamy suplementów diety. Dlatego na co dzień nie słucham. Ale czasami słyszę mimochodem. Na Mazurach występują trzy narkotyzujące suplementy: woda, słońce, wiatr. Jeśli zażywa się je w towarzystwie ludzi, których się kocha nad życie, to euforia jest gwarantowana. Przed użyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. Lub wcale nie.


Tak... jak widać, samo pisanie o Mazurach może być niezdrowo podniecające. Dlatego nie próbujcie tego w domu.
PS. Jeszcze jedno. W poprzednim poście Kris zadebiutował na blogu literacko. A tym razem pierwszy raz w roli fotoreportera - Arek (to te fotki 16x9). Chyba pierwszy raz :) Choć mogę czegoś nie pamiętać. Anyway, thx again ;)
PPS. Jeszcze na specjalne życzenie Izabel. Masz i pogłaszcz go :D


Jeden z najlepszych weekendów w roku 2014 spędziłam w towarzystwie: Mad (rzecz jasna), Krisa, Aguli-Mikoli i ThT, Arka, Zavy i Niny oraz Królika. Thx :)


Pokaż mad about journey spots na większej mapie

16 komentarzy:

  1. Bałądek!! Super elegancki :)
    Ach te Mazury, ciągle mi nie po drodze... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bołądek arystokrata ;)
      A Mazury to terapia dla duszy, naprawdę :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. No klimat jest! Relacja z dworca -> ok!
    W Rucianem nie byłem, a co do Polanicy to pełna zgoda :-)
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klimat jest, zgadza się, i to klimat dla szaleńców - pozytywnych oczywiście :) To w ogóle są jakieś moje miejsca mocy - i Ruciane, i Polanica. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. O! Jak klimatycznie. Też lubię miejsca dla których określenie " atrakcja turystyczna" byłoby mocno przesadzone. No ale co zrobić, że czasem to właśnie one mają w sobie najwięcej magii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie są zdeptane milionami stóp i wypatrzone milionami oczu... :) A przez to bardziej nasze i łatwiejsze do samodzielnego odkrycia.

      Usuń
  4. Jak tak dziewczyny lubicie opuszczone wagony, to zapraszam do Tarnowa - koło lokomotywowni są dwa i nawet można wejść do środka. No chyba że chcecie abym powrócił do stalkerstwa i potuptał tam w waszym imieniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, po pociągach lubię się szwendać od dziecka - a stare, porzucone, maja w sobie dodatkowo "to coś". Na pewno zawitamy tam przy najbliższej okazji, a twojego stalkerstwa to nie wyklucza - jeśli oczywiście masz na to ochotę ;)

      Usuń
    2. Ja na łazęgę po takich miejscach zawsze mam ochotę.

      Usuń
  5. Miłe wspomnienia z podróży do
    Małkini przywołaleś :) Fajny post :) Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Jak jakoś z Mazur też mam zawsze arcymiłe wspomnienia :) Pozdrawiam również!

      Usuń
  6. ech, Mazury, szkoda, że w tym roku nie były mi dane... może w przyszłym się uda choć na kilka dni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę ci tego, dla mnie rok bez wypadu na Mazury też jest jakiś taki... niepełny :)

      Usuń
  7. W lipcu 2014 przejeżdżałem przez Ruciane-Nida podczas mojego mazurskiego Touru. Sympatyczne miasteczko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Strasznie miło wspominam wakacyjny pobyt w tych okolicach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam z tego miejsca same najmilsze wspomnienia... :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...