02.10.2014

Hellada 29.07.2014. Nafplion



Pierwsza stolica nowożytnej Grecji. Położona na tzw. Penelopezie ;). Znana z tego, ze jest (nie)znana, a także z dwóch górujących nad nią twierdz: Palamidi i Akronafplii.



Gdybym pisała ten post w trakcie naszego czasu wolnego, jaki mieliśmy do dyspozycji w tym uroczym miasteczku, to właśnie musiałabym już kończyć. Poza częścią wypoczynkową, ta wycieczka była idealnym zaprzeczeniem greckiego siga, siga. Czyli naszego "Śpiesz się powoli, a najlepiej wcale".




Ciekawe, czy w języku greckim istnieje słowo "pośpiech" ;). Jeśli tak, to używa się go chyba tylko opisując turystów. Najważniejsze - kupić retsinę na wieczór! A pozostałe 15 minut czasu można zagospodarować dowolnie, przemieszczając się sprintem po wąskich uliczkach i na oślep trzaskając zdjęcia. Nie wyobrażam sobie takiej akcji w dawnych, dobrych czasach, gdy na wakacje brało się jedną, no góra dwie - ale to już szaleństwo - 36-klatkowe, kolorowe klisze, a czy zdjęcie się udało, okazywało się dopiero w domu...




Nie pamiętam, czy wspominałam już o tym - a nie chce mi się sprawdzać, wolę udawać Greka - że w Grecji, podobnie jak w zwiedzonej rok wcześniej Rumunii, sporo jest psów na ulicach. Z tym że greckie psy są inne niż w Rumunii. Po pierwsze, są traktowane jako wspólne dobro, a nie zło konieczne - dokarmiane, pojone i całkowicie oswojone. Nie gromadzą się w watahy, by zagryzać japońskich biznesmenów. Mają takie samo podejście do życia, jak Grecy - siga, siga. Jedzenie przyjdzie samo, gdy będzie potrzebne.



Ale jeszcze więcej jest w Grecji kotów. Do nich jednak wrócę innym razem, bo będą lepsze okazje.
I last but not least about Nafplio - no spójrzcie... co ja będę mówić, przeca widać, co to jest :)



Train... hihihi :)


4 komentarze:

  1. "na wakacje brało się jedną, no góra dwie - ale to już szaleństwo - 36-klatkowe, kolorowe klisze, a czy zdjęcie się udało, okazywało się dopiero w domu..." - o tak.... ale za to jakie to były emocje... do domu kawka, ciasteczka i siadamy z namaszczeniem wyjmujemy zdjęcia z torby i... wspominamy, klniemy błędne nastawy i dupków co nam w kadr weszli...A potem układanie tego w albumach, opisywanie. Cyfrówki już nie dają tej radości.

    Nie byłem nie znam - ale z opisu wynika że jest dokładnie takie samo jak 99,99% miasteczek greckich. W zasadzie jedynym miastem gdzie dostrzegłem pospiech były Saloniki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kiedyś "zdjęcia z wakacji" to był osobny, długi rytuał... Zakłady fotograficzne, gdzie zawsze trzeba było podkreślić "tylko proszę WSZYSTKIE!" Ten dreszczyk podniecenia, gdy szło się odebrać odbitki... Moja ulubiona część to opisywanie i układanie w albumach; przez jakiś czas miałam jeszcze manię wymyślania zabawnych podpisów, dzięki którym w wielu fotografiach dało się odkryć drugie dno... ;)
      A Nafplion - tak, dokładnie typowe greckie, peloponeskie miasteczko portowe.

      Usuń
  2. "przez jakiś czas miałam jeszcze manię wymyślania zabawnych podpisów, dzięki którym w wielu fotografiach dało się odkryć drugie dno... ;) " - me too...

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...