05.11.2014

Hellada. Trzy wyspy 2.08.2014 - Egina



Nareszcie coś, na co wszyscy czekali! Piaszczysta plaża. Polecam gorąco, jeśli ktoś zamiast na malowniczym skalistym klifie woli siedzieć w miałkim kurzu, i zamiast prosto ze skałek dawać nura w przejrzyste wody, bardziej lubi kąpać się tuż przy porcie, szorując tyłkiem po jeżowcach.


Ale zaczęłam od plusów ujemnych, a tymczasem Egina ma także swoje awantaże. Na przykład słynie z doskonałych pistacji. Oczywiście w cenie zboża - nie wyobrażacie sobie, ile retsiny można by kupić za worek orzeszków! Wystarczyłoby na całe greckie wesele... Albo na jeden wieczór naszych greckich wakacji ;).
Poza pistacjami można tam nabyć i spożyć wyśmienite oliwki, figi i migdały.


Byliśmy w trakcie naszego rejsu w najbardziej greckiej Grecji - na Hydrze, i byliśmy na Poros, domniemanym Saint-Tropez. Egina dla odmiany jest... taka trochę meksykańska. Kaktusy, skuterki, odrapane stare samochody i ceramika. Tak to zapamiętałam.
Pamiętam też szybki spacer uliczkami, by zobaczyć cokolwiek więcej niż na Poros. I mnóstwo kotów. I sklepik spożywczy, który miał retsinę w bardzo dobrej cenie i dobrej jakości. Patrząc na częstotliwość wspominania retsiny, powinnam się cieszyć, że w ogóle coś pamiętam ;).


Nazwa wyspy według mitologii pochodzi od imienia nimfy Ajginy, która, uwiedziona przez Zeusa (eh, ten Zeus, kosmateus...), tutaj urodziła mu syna Ajakosa - dziadka Achillesa. Niewdzięcznik Zeus zmienił nazwę wyspy, ale Ajakos - na cześć matki - przywrócił jej miano Aeginy.


Egina jest świetną bazą wypadową na inne wyspy Archipelagu Sarońskiego, jak również sama w sobie stanowi atrakcyjną destynację wakacyjną, pełną uroczych zakątków i wydarzeń kulturalnych. Jest także miejscem, gdzie Nikos Kazandzakis napisał swą najsłynniejsza powieść, Grek Zorba.


I jeszcze na ostatek, bo chyba umknęło mi to przez wszystkie trzy posty o wyspach, a padło pytanie takie: tak, to był zorganizowany, całodzienny rejs. Z kursem "Zorby" na pokładzie, oczywiście, czyli tańca sirtaki. Z lunchem w cenie, barem na pokładzie, gdzie od samego cennika kręciło się w głowie, z szybkim czasem wolnym... prawdziwie turystyczny rejs.


Wypływaliśmy z Aten. Tam też wracaliśmy. BTW, widok na Ateny od strony morza jest niezapomniany. Białe miasto, rozlewające się po same wzgórza, z tej perspektywy wygląda naprawdę bajecznie...
I tym chyba zamknęłam temat rejsu na dobre.

12 komentarzy:

  1. Ależ tam pięknie.
    Rozmarzyłam się. Jak ja tęsknię za latem, ciepłym morzem, cudownymi krajobrazami...
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie, prawda.
      Ja też tęsknię. Chociaż jak już kilka razy miałam okazję podkreślić, jesień w tym roku jakoś wyjątkowo mi się podoba. Ale jednak lato to lato...

      Usuń
  2. Ooo, jest i kolejna wysepka :) I kolejna ładna, choć poprzednia chyba nieco bardziej przypadła mi do gustu ;)
    Ach... ta niebieskość w zdjęciach mnie zachwyca...
    Chcę wakacje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nas najbardziej urzekła Hydra... A błękit w Grecji jest nieziemski.
      Wakacje... tak, ja też poproszę :)

      Usuń
  3. Piękna kraina i ciekawy blog. Cieszę się , ze trafiłam do ciebie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Również się cieszę. I oddalam się czytać Twój blog - widzę, że chadzamy po tych samych ścieżkach :) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Czytając i oglądając posty z Grecji mam ostatnio problemy z określeniem czy tam było tak fajnie, czy tak sobie. Uznaję, że jednak fajnie, bo taki obraz pokazują Twoje zdjęcia :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cenna uwaga. W Grecji było fantastycznie, ale teraz chyba dopadła mnie już szara rzeczywistość i trochę za mało entuzjazmu okazuję w swoich postach o Grecji. Spróbuję przy następnej okazji przywołać jednak tamten klimat, bo faktycznie, okrutny malkontent ze mnie wyłazi ostatnio :) Dzięki za uwagę!

      Usuń
  5. U nas na pokładzie "kapitan" jeszcze polewał metaxę tym co z siebie największych cymbałów zrobili - moja duma przerosła moje zamiłowanie do alkoholu i metaxy nie piłem...
    Następnym razem, zapowiedziałem żonie, prędzej popłyniemy wpław, niż z takim rejsem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na kolejny rejs nie wybiorę się raczej z innych przyczyn. Jednak stały ląd to moje naturalne środowisko i tego będę się trzymać ;)
      A metaxą też nie dałabym się przekupić. Zresztą, ani metaxa, ani ouzo, ani nawet ulubiona retsina nie nakłoniłyby mnie do tańców na pokładzie - ledwo mogłam usiedzieć prosto ;)

      Usuń
  6. Nie lubisz kołysania? Ja w zasadzie tez, ale mam tę satysfakcję że przy 4 w skali Beauforta podczas rejsu na Bornholm 90% pasażerów oddawało hołd Neptunowi a ja sobie popijałem kawusię ;-) Choć faktycznie wilkiem morskim nie jestem.
    Może to nawyknięty błędnik od kajakarstwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię kołysania, nie lubię karuzeli, nie palę papierosów bo po nich kręci się w głowie :) Ale z tym kajakarstwem masz rację, ciało jest na tyle mądre, że do powtarzalnych bodźców z czasem się przyzwyczaja.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...