20.09.2014. Opuszczony szpital radziecki



No i koniec sielanki. Dzisiejszy temat jest mroczny i posępny. Bo ten trip był jak aspiryna wrzucona do gorącej wody i wypita duszkiem. Wracamy do rzeczywistości, ale to już. 






Nawet sobie nie wyobrażacie, jak mi się nie chce pisać tego posta. Bo co tu dużo mówić, same oczywistości. Jesteśmy na Dolnym Śląsku, więc kto mógł wybudować takie monstrum? No raczej, że Niemcy. A co się stało po II wojnie światowej? Naturalnie, przejęli go Rosjanie. A co się stało, gdy Rosjanie się wynieśli i szpital trafił pod polskie skrzydła? He, he...






Fakt, że niełatwo to wszystko ogarnąć. Największy z budynków ma tysiące pomieszczeń, korytarze mierzone w kilometrach i kondygnacje, których ciężko się doliczyć. Jesteśmy na strychu... ale nad nami jest jeszcze jeden strych. Schodzimy do piwnicy... Nie, pod piwnicą na szczęście nie ma kolejnej piwnicy, ale korytarze prowadzą do innego budynku. Po jakichś dwóch godzinach łażenia zaczęliśmy się zastanawiać, którędy właściwie weszliśmy i jak trafimy z powrotem do wyjścia. 





Artefaktów nie brakuje. Szczególnie w podziemiach. Fiolki, blistry, flaszki, dokumenty, gaśnice, filtry do masek p-gaz... gumowe końcówki na kran... ;). Malowniczo. Wszystko opisane cyrylicą. 






Nawykowo próbuję czytać wszelkie napisy (takie małe zboczenie) i jestem zdumiona - po greckich wakacjach odszyfrowywanie grażdanki przychodzi mi naprawdę dużo łatwiej. Chodzę więc i czytam, co popadnie. буфет, водка... Nagle level up - alfabet gruziński. No i skończyło się rumakowanie.





Na kolejnym strychu zaliczam bliskie spotkanie z sową. No i dobrze, przynajmniej raz mnie coś wystraszyło na tym wyjeździe, bo ogólnie okazuję się do tego stopnia no-fear, że sama się sobie dziwię. No dobra, wystraszyła mnie jeszcze drabinka na dach basenu. I to wszystko. Nuda... starzeję się chyba.




A właśnie, basen. Basen jest pełen wody! Normalnie trzeba było wziąć kąpielówki i urządzić zawody. Bilety na teren mamy w końcu całodniowe. Umiejętność pływania nie jest konieczna, woda tak na oko powinna mieć duże napięcie powierzchniowe. Ale mnie poniosło, zaczynam wierszem pisać, zejdźmy na ziemię. Tędy, tędy proszę.





Przed nami kolejny budynek... Zaglądam do środka i postanawiam poczekać na chłopaków. Okazuje się, że niepotrzebnie, bo w czasie, gdy ja siedzę na progu jak wierny pies, oni zwiedzają sobie piwnice. Beze mnie. Dooobra, nie ma sprawy. 




Idziemy do kina. Sala kinowa robi wrażenie, ale jeszcze większe robi komnata blasku. To sypialnia na zapleczu, którą ktoś obsypał pociętym aluminium jak confetti. W ogóle góra kina wygląda, jakby była ostatnio miejscówą na sylwestra. 





To koniec? Ale gdzie tam. Zwiedzanie kończymy w tym samym miejscu, gdzie wielu pacjentów kończyło leczenie. A wchodzi się tam tak niewinnie, przez kapliczkę... Dalej klimat robi się ciężkawy. Chłodnia, stół do sekcji już zaginął, została lampa. Brrr... minuta ciszy. My jednakże jeszcze żyjemy, więc zjemy sobie po kotlecie i jedziemy dalej, na niezłą imprezkę. Ale to już zostanie między nami ;).


21 komentarzy:

  1. i tak się nieźle zachował...
    ale wrażenie robi przygnębiające, nocą bym tam za żadne skarby nie weszła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachował się, bo z tego co czytałam, w 1988 przeszedł remont generalny. A w 1993 Rosjanie byli zmuszeni się z niego wynieść. Taka mała ironia losu...
      Zwiedzanie nocą? Był taki plan, ale moje delikatne perswazje odniosły pożądany skutek i jak widać zwiedzaliśmy jednak za dnia :)

      Usuń
  2. Ale odjechana lokacja!!!! Miejsce jak z perwersyjnych snów stalkera ;-)
    Można tam wparować ot tak sobie, czy ktoś terenu pilnuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pilnuje, pilnuje :).
      Nom, mój wewnętrzny stalker został dokarmiony.

      Usuń
    2. pies ogrodnika czy bileter?

      Usuń
    3. Pozwolę sobie na priv odpisać :)

      Usuń
  3. O rany, jak z horrorów niejednych, jakie raczyłam niegdyś obejrzeć :O
    Ja również za żadne skarby nie weszłabym tam nocą... Nawet za dnia bym się 'lekko' bała ;D
    Tez mnie ciekawi, czy ten pustostan szpitalny jest przez kogoś strzeżony...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest strzeżony :)
      A horrorowate klimaty zaczęły się wieczór wcześniej, gdy nocowaliśmy w motelu... Wiadomo przecież, że z nocowania w motelu nigdy nic dobrego nie wynika, a na pewno nie w hamerykańskich filmach :)

      Usuń
    2. Haha, dokładnie! ;))) Brrrr....

      Usuń
  4. Klimaty lekko psychodeliczne, można by horror nakręcić. Właściwie to część scenariusza już napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scenariusz to życie napisało, nie ja :) Ja tylko skrybą jestem. Ale cieszę się, że zdołałam trochę klimat zarysować. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Ja mam podobne odczucia jak wkraj... :-)
    Wczoraj akurat oglądałem horror japoński "Nieodebrane połączenie" i trochę się tam dzieje w opuszczonym szpitalu... :-)
    Klimaty na niektórych zdjęciach bardzo podobne.
    Pzdrówka

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie da się ukryć, że szpitale to jedne z najlepszych lokacji, w których można osadzić fabułę horroru. Do tego dorzucić upiorne pielęgniarki, duchy skrzywdzonych pacjentów lub demona w postaci siostry miłosierdzia - i przepis na hit gotowy! :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaintrygowało mnie to miejsce. Z pewnością robi duże wrażenie na żywo. A w ogóle to ten obiekt nie jest wystawiony na sprzedaż?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z tego co mi wiadomo, jest na sprzedaż.

      Usuń
  8. Wybacz, na widok tego miejsca niedobrze mi.
    Podziwiam Cię, że weszłaś w progi tego "szpitala".
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo do własnych odczuć. Nie da się ukryć, że takie miejsca są kontrowersyjne, i trudno nazwać je "ładnymi".
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  9. Sama bym nie weszła, w towarzystwie, chętnie;)
    Robi wrażenie, zwłaszcza z historią w tle.
    Ciekawe, ile takich miejsc można jeszcze znaleźć na Dolnym Śląsku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnóstwo... Dlatego kocham Dolny Śląsk, to taka ziemia niczyja... Klimat ma niepowtarzalny.

      Usuń
  10. a może warto byłoby się ugryźć w język i nie podawać szczegółów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak... Następnym razem tylko ogólniki.

      Usuń