Rowerowo po łódzkich krzaczorach

I nagle oczom ich ukazał się...


No i masz.
Siadam sobie do blogowania, mam gotowy wpisik o pięknym europejskim mieście, i nagle z folderu wysypują mi się zdjęcia z wcześniejszych wypraw, nie tak dalekich, ale czy to powód, by je zignorować? 

...strop in heaven.

I TO. 

Tym bardziej, że nieoczekiwanie w pięknych okolicznościach przyrody natknęliśmy się na pewne opuszczone obiekty, może nie tak spektakularne jak te legnickie, ale czy to powód, by je zignorować?

A innym znów razem...


No to chociaż tak pokrótce... dla potomnych... czy jak im tam.



Lokalizacyjnie powiem tylko tyle, że zdjęcia są z dwóch rowerowych wycieczek. Jedna po Rudzie, druga na Helenówek. 

Ktoś tu nieźle palił gumy.


Oczywiście, standardowo nic ciekawego, gruz i śmieci, ale zajrzeć trzeba, bo inaczej nie nazywamy się ProFun Team :).


Ten drugi obiekt to ja pamiętam jeszcze w całkiem odmiennym stanie, sprzed jakichś 12 lat... Chociaż i tak wystraszył nas wtedy i urzekł nieźle, gdy ciemną nocą jechaliśmy się rozerwać do naszej ulubionej stajni na Helenówku. No cóż, tyle pozostało, a to i tak więcej, niż się spodziewaliśmy zobaczyć. 



Na rowerowanie dali się namówić Krisk8 i Koteksony, a i Mad naturalnie nie mogło tam zabraknąć. 

6 komentarzy:

  1. Super post :) Czuję te klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę takie przejmujące i smutne, lecz intrygujące są te opuszczone miejsca...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tym właśnie polega ich niezwykłe piękno... Pozdrawiam również.

      Usuń
  3. Ekstra lokację, moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń