Witaj, Serbio! 27.05.2015. Monastyr Manasija



Nie ma wycieczki po krajach bałkańskich bez zwiedzania monastyrów... Są tak wrośnięte w krajobraz Bałkanów, jak grzyby w krajobraz lasu. A najciekawsze są oczywiście te ufortyfikowane.




Monastyr Manasija jest prawdopodobnie najstarszym klasztorem na terenie Serbii. Jego powstanie datuje się na XV wiek. To, co wyróżnia go spośród innych, to potężne, zachowane niemal w całości mury obronne, okalające klasztorne zabudowania.



Wyjątkowym skarbem zachowanym w murach cerkwi pod wezwaniem św Trójcy są średniowieczne freski. Nie wolno ich fotografować, więc nie mogę Wam ich pokazać. Na szczęście mogę Wam pokazać za to trochę zabudowań, choć przed bramą straszyli nas, że nie można tu robić zdjęć w ogóle. Jednak okazało się, że zakazy dotyczą tylko malowideł. Po terenie zaś można poruszać się całkiem swobodnie... :). 


Lokalny przewodnik opowiadał nam  głównie o freskach. Co do historii samego monastyru, mogę powiedzieć tyle, że został założony przez despota Stefana Lazarevicia, znanego także jako Stefan Wysoki; władcy Serbii i zarazem jednego z najwybitniejszych twórców literatury serbskiego średniowiecza. Jemu nazwę zawdzięcza także pobliskie miasteczko Despotovac.



Znowu pewnie wyjdę na marudę, ale bardziej podobał mi się rumuński monastyr o podobnym charakterze - Cozia. Nie sposób jednak nie zauważyć wielu cech wspólnych. A to, co najbardziej zapada w pamieć, to klimat tych miejsc. Nawet mimo obecności grup turystów panuje w nich uroczysty spokój. Energia jest jakby skoncentrowana i mało ruchliwa. Mieszkańcy klasztoru są obecni, a jednak nie, tak jakby byli nałożeni na inną od nas warstwę rzeczywistości.



No i są też psy. Coraz więcej psów. Nie tyle, co w Rumunii, ale im dalej na południe, tym więcej psów.
Oczywiście, nie w monastyrach, raczej w ich otoczeniu. Na parkingach, przy drogach i szlakach.


Tak się też składa, że ilekroć odwiedzam monastyry, pogoda jest... skromna. Wcześniej może świecić słońce, później - też, proszę bardzo, ale gdy tylko przekraczamy mury prawosławnych klasztorów, niebo zasłaniają chmury, tak jakby było równie nieprzystojne, jak kobiece nogi. Mały deszczyk niewykluczony, tak dla zadumy i refleksji.

7 komentarzy:

  1. Ileż piękna w tych surowych murach. A że pada, niech pada, taka aura bardzo pasuje to tych zabudowań :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do monastyrów deszczowa pogoda pasuje jak ulał (nomen omen...)

      Usuń
  2. Piękny jak to monastyr - jest w duchowości monastycznej coś niesamowitego i ta niesamowitość udziela się samemu miejscu.

    Ps. Jak wstawiasz te mapy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, mnie też te klimaty za każdym razem urzekają... To chyba jeden z powodów, dla których Bałkany mnie tak pociągają.

      PS. Długo nie umiałam sobie z tym poradzić, ale w końcu... https://support.google.com/maps/answer/3544418?hl=pl

      Usuń