Bukareszt 10.09.2013. Pałac Parlamentu



Upiorny parlament? Parlamentarny upiór? Jak by go nie nazywać, bukaresztański budynek parlamentu (dawniej Dom Ludowy – Casa Poporului) jest…  jedną z najprawdziwszych siedzib najprawdziwszego rumuńskiego wampira. Ceaușescu, czerpiąc podczas swych podróży garściami inspiracje z wielkich światowych miast, zapragnął mieć na swoim podwórku pałac godzien... siebie samego. A efekt możemy podziwiać do dziś…



W liczbach:
7 km² Starego Miasta zostało zrównane z ziemią, by rozpocząć budowę ucieleśnienia megalomanii Ceaușescu.
40.000 ludzi zostało z tego powodu przesiedlonych.
27 lat miała Anca Petrescu, gdy wygrała konkurs na projekt Pałacu Ludowego.
1983 rok – rozpoczęto budowę, przy której zatrudniono 20.000 robotników i 700 architektów.
3 miliardy euro wyniósł całkowity koszt wszystkich robót, wyliczony w roku 2003. Budynek do dziś nie jest ukończony według pierwotnego projektu.
65.000 m² to całkowita powierzchnia zabudowań. Wysokość parlamentu to 86 m.
Pałac posiada 12 kondygnacji nadziemnych, na których łącznie znajduje się około 1100 sal o różnym przeznaczeniu. Podziemnych kondygnacji jest tam zaledwie... 8.
Podczas budowy zużyto: 1.000.000 m³ marmuru, 3500 ton kryształu, 700.000 ton stali i brązu, 900.000 m³ drewna. Wszystkie materiały pochodziły z terenów Rumunii.
Dywany w Pałacu mają łączną powierzchnię 200.000 m².
Zwiedzanie budynku z przewodnikiem zajmuje około 1,5 godziny; w tym czasie oglądamy jakieś 2% całości.



Przytłaczają trochę te liczby, nieprawdaż?
To teraz coś z innej beczki.
Spacerując po korytarzach parlamentu, można natknąć się na dwa zjawiska raczej nieobecne (a przynajmniej nie oficjalnie) w innych europejskich gmachach rządowych: prostytutki i… brak zakazów palenia. Rumunia jest w ogóle bardzo liberalna, jeśli chodzi o ludzkie (męskie?) słabości – prostytucja jest tam zawodem jak każdy inny (żebractwo na ten przykład także), a palić papierosy można niemal wszędzie.



Z balkonu, z którego Ceaușescu miał nadzieje przemawiać do wielbiącego go tłumu, rozciąga się widok na Bulevardul Unirii – rumuńską kopię paryskiej Avenue des Champs-Élysées, którą  błyskotliwa żona dyktatora zwała w swym geniuszu Szampa Lizą. Wzdłuż alei ciągnie się szereg fontann, niestety kryzys, panie… kryzys... i fontanny niezbyt często widują dziś wodę.



Jednym słowem, ludzie - paczajcie i podziwiajcie... niezwykły widok i ten, tego, niepowtarzalny. Zawdzięczamy go Geniuszowi Karpat. 


Pokaż mad about journey spots na większej mapie

8 komentarzy:

  1. Ciekawy budynek, szkoda że w fontannie nie ma wody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano szkoda, to dopiero byłby widok :)

      Usuń
  2. Budynek naprawdę ogromny. Rozmach na całego. Dodam jeszcze, że patrząc z balkonu na Szampa Lizę, przed głównym wejściem widzimy... Sida Leniwca :) --> http://i.imgur.com/sRPKbbA.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ta postać charakterem pasuje do Rumunów ;)

      Usuń
  3. Paryż Bałkanów- podoba mi się to określenie. Oglądając zdjęcia stwierdzam, że coś w tym jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na początku to porównanie wywołuje uśmiech na twarzy, ale rzeczywiście... jednak coś w tym jest :)

      Usuń
  4. No wiesz w temacie prostytutek to spotyka się je (ich) w każdym parlamencie - tyle że w Rumunii jest to par excellence... uczciwsze ;-)

    OdpowiedzUsuń