Rowerowo 6.07.2014. Wieża ciśnień



Jeszcze tylko chwila w klimatach rowerowo-industrialno-łódzko-kolejowych. Bo brakuje do pełnego obrazu czego? Wieży ciśnień oczywiście :) Prawie jak wieża Eiffela, patrzcie...



Przyznaję, że jestem od urodzenia nałogową łodzianką, w dodatku do 7. roku życia regularnie włóczyłam się po peronach, pociągach i wiaduktach - nie sama, nie sama :) A później też - ale coraz bardziej sama. I tutaj wielki tribute to my family - kim byłabym, gdyby nie? No raczej nikim. Niczym. Nigdzie. A i to, że jestem, trochę przez przypadek.




Ale wracając. Dostałam spadek, a w nim korbę, wanderlust i nałogi. Zdrowe nałogi, oczywiście, takie jak pociąg do pociągów ;). Przepiękny spadek, nie zamienię na żaden inny. Życie-prezent. Życie-przygoda.


Ale wracając do wieży ciśnień. Jedna z kilku łódzkich zachowanych wież, i patrzcie państwo - dostępna z każdej strony.
Wieża powstała w latach dwudziestych wieku też dwudziestego, więc łatwo policzyć, że ma prawie 100 lat. Ciekawe, czy dotrwa do swoich urodzin. Jak się przypadkiem nie spali, to może tak.



I jeszcze można było najeść się wiśni. Tak po prostu, za darmo. I to w samym środku miasta. Wystarczyło skręcić w inną drogę, niż zwykle... Magia, magia everywhere. Tu i teraz, now and never. Kiedy okazuje się, że życie to naprawdę jednak chwila w miliardach wariantów. Nic więcej. 
Pamiętajcie o tym. Nic poza tu i teraz nie ma znaczenia. Abrakadabra, odjazd :) Mamy zielone światło? 


Team: me, he, he :)

4 komentarze:

  1. Lubię czytać, bo fajnie opisujesz ;)
    Miejsce ma swoją historię, zaklętą w kamieniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Dzięki, miło... :)
      A historia ma szczególne znaczenie, kiedy nada się jej wartość w teraźniejszości :)

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że jednak dotrwa do 100 urodzin :)

    OdpowiedzUsuń