Witaj, Serbio! 25.05.2015 Twierdza w Smederewie


Kolejny punkt serbskiego programu.
Właściwie, muszę się do czegoś przyznać. Kilka poprzednich punktów przed wami zataiłam :).


A tak serio:
Byliśmy po drodze w monastyrze Velika Rimeta w Fruszkiej Gorze. Cóż, w każdym programie zwiedzania zdarzają się słabsze punkty i gorsza pogoda, ten monastyr akurat skwitowaliśmy wzruszeniem ramion. Oto i on:

Velika Rimeta
Nic szczególnego. Będzie lepiej, jeśli chodzi o monastyry. Chociaż tutaj urzekł mnie drewniany posąg zająca. Ale z monastyru przegoniła nas burza z piorunami (a są takie bez? ;)).



Zabytkowe miasteczko Sremski Karlovci zwiedzaliśmy z strugach ulewnego deszczu, przy iluminacji kolejnymi piorunami, i co więcej - po DEGUSTACJI, więc ani zdjęć, ani wyrazistych wspomnień stamtąd nie przywieźliśmy.


A co do degustacji... No cóż, wyborne, naprawdę fantastyczne lokalne wina. Skromny, ale pyszny poczęstunek. Wspaniała atmosfera, mimo wciąż lejącego deszczu na zewnątrz - ale nie w piwniczkach :). Ale przecież nie będę robić wpisu dokumentującego degustację, mimo że gorąco polecam taki sposób zapoznawania się z serbską gościnnością i jeszcze nie zunifikowanymi recepturami na domowe przysmaki.


Wracając do twierdzy. Jest to największa forteca obronna na Bałkanach, a może i w Europie. Powstała w I połowie XV wieku, by bronić Smederevo - ówczesną stolicę Serbii - przed Turkami i Węgrami. Obecnie, jak wiele średniowiecznych twierdz, zaczyna spełniać funkcje kulturalne i turystyczne. Zaczyna, bo renowacja murów i wież jeszcze trwa. Ale jest na dobrej drodze, miejmy nadzieję.



Z ciekawostek lingwistycznych, wieża po serbsku to "kula". To słowo można spotkać w wielu nazwach twierdz, choćby w belgradzkiej Kula Nebojsa.


Nasze serca podbiła jednak nie tylko twierdza, ale także tamtejszy pies-alpinista. Właściwie suka-alpinistka. Na widok wycieczki dostała pozytywnego świra i ochoczo towarzyszyła nam i przewodnikowi podczas zwiedzania, ganiając ptaki i zataczając szalone kręgi po trawnikach, a potem dała swój popis. 
"Spadnie, spadnie!". Spokojnie, nie spadła. Skakała po śliskich, mokrych, niestabilnych kamieniach jak rasowa kozica górska.


To już ostatni z tych nudniejszych wpisów o Serbii; od jutra zaczyna się dziać :). Jednakowoż twierdzę polecam, nas nudziła nie tyle forteca i Serbia, co pogoda, któryś dzień z rzędu niejednostajnie deszczowa... Całkiem jak w Paryżu. Ale i to wkrótce zmieni się na lepsze.


Atrakcje w Serbii mają często pewien urok, który w Polsce i w innych krajach Unii stopniowo zanika - można po nich chodzić. Tak, właśnie - można po nich chodzić. Tam ciągle wierzą, że ludzie mają swój rozum, a jak nie, to selekcja naturalna zrobi swoje...



Jedźcie, korzystajcie, póki jeszcze da się.

3 komentarze:

  1. Psiak cudny.
    Mam bzika na punkcie zamków, twierdz, warowni więc ta zrobiła na mnie wrażenie.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz bzika, stanowczo polecam ten obiekt, naprawdę jest co oglądać.
      A psiak był niesamowity :)

      Pozdrawiam również!

      Usuń
  2. Ja też w Smederewie poszedłem na stację kolejową. Pytam "Kiedy będzie następny pociąg do Belgradu" (była gdzieś godzina 13.00). Na to kolejarz "będzie jutro". No i pojechałem...autobusem.

    OdpowiedzUsuń