Witaj, Serbio! 26.05.2015. Dunaj, Żelazne Wrota



No to zaczynamy.
Od tego dnia Serbia zaczyna skutecznie podbijać moje serce. Niby łatwo się zakochuję, a na Serbię od drugiego wejrzenia byłam wyjątkowo oporna. Ale udało się, koniec końców.

Kapetan Misin Breg

Poprzedniego dnia podziwialiśmy już Dunaj z góry na kolejnej degustacji (tym razem potraw, nie płynów) w ekowiosce Misin Breg. A rano wyruszyliśmy poznać się z nim bliżej. Z Dunajem, znaczy. Znacie to: woda, słońce, wiatr... jak się nie zakochać w takich okolicznościach. Jeszcze góry wokół...


Chociaż nie ukrywam, że gdy płynąc statkiem po Dunaju patrzyłam na drugi brzeg niż ten, od którego odbiliśmy, coś cicho wyło we mnie: "Rumunia... Rumunia..." :).
Jak to mówią, śnieg zawsze jest bielszy na podwórku sąsiada, czy jakoś tak.


A więc Dunaj, Żelazne Wrota. Malownicze zakola, wysokie skały. Woda, słońce, wiatr - LSD. Pomnik Decebala i tablica Trajana. Olśnienie - jaka fajna grupa jest z nami! Piękne okoliczności przyrody.


To teraz czas się wymędrkować.
Decebal - ostatni król Daków. Przodków Rumunów, pamiętacie. Prowadził walki z Rzymem i nieźle mu szło, dopóki w 101 roku w Żelaznych wrotach nie trafił na Trajana. Tam poniósł klęskę i z jej powodu odebrał sobie życie. Ale swój pomnik ma i to wykuty w litej skale, tyle że bynajmniej nie starożytny. To nowiuśka rzecz, z lat 90 ubiegłego wieku. Pan Iosif Constantin Drăgan miał za dużo wolnej gotówki, jakieś milion dolców, i postanowił nad brzegiem Dunaju, w miejscowości Orşova dać wyraz temu, że Dacja też miała swój wkład w europejską historię i kulturę. Uwiecznił w ten sposób i siebie, umieszczając na pomniku inskrypcję Decebal Rex - Dragan Fecit. Ah, ta rumuńska skromność.


BTW, dacie wiarę, że dopiero na wakacjach w Serbii zorientowałam się, skąd pochodzi nazwa marki samochodów Dacia? Dacia... Dacja... no taaaak... :D.


Teraz kolej na Trajana, Marka Ulpiusza. To on pogonił kota Decebalowi, i o ironio, teraz będą na wieki spoglądać na siebie z dwóch brzegów Dunaju, bo po stronie serbskiej mamy pamiątkową tablicę poświęconą Markowi właśnie. Nie z powodu, że zwyciężył Decebala, ale że wybudował drogę militarną wzdłuż Dunaju. Dokończył budować, w zasadzie. Droga już dawno jest pod poziomem rzeki, i tablica też by była, gdyby jej nie przeniesiono.


No, to tyle historii. Popłynęło z Dunajem. Tssss.


A po rejsie - następna atrakcja. Czekanie na parkingu na drugą grupę. I następna, nie gorsza przygoda. Żmije w trawach. Jaszczurki na kamieniach. Kleszcze w... eh, nieważne. I... moje zdjęcie życia. Muszę wam pokazać. Muszę. Koń ukazał się oczom moim dopiero w domu. Tam byłam przekonana, że zdejmuję ino motyla.



9 komentarzy:

  1. Świetny spływ i przepiękne widoki!
    A co do Dacii - nie jesteś jedyna - też jakoś niedawno dowiedziałam się, że to rumuńska marka aut :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że Dacia to rumuńska marka, to wiedziałam już wcześniej. Ale jakoś nie zajarzyłam, że dawniejsza nazwa dzisiejszych terenów rumuńskich to Dacja :)
      A spływ był genialny, zgadzam się :).

      Usuń
  2. Klimat jak z "Władcy pierścienia" Przepiękne miejsce i ładnie je opisałaś. Rejs statkiem w takim miejscu byłby spełnieniem jednego z moich marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę zatem spełnienia marzeń, ale wkrótce opiszę jeszcze jeden rejs, chyba nawet bardziej spektakularny niż ten, choć wtedy pogoda niestety nie dopisała. Może skusisz się na tę drugą opcję, gdy będziesz kiedyś w Serbii. Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Pieknie! Ciągnie mnie w tamte strony od dawna, może kiedyś się uda...;)
    Ale przyznaję - konia nie widzę, mea culpa;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koń (polny oczywiście) wyciąga swe rogi w kierunku motyla, siedząc pod nim, po lewej stronie ;).

      Usuń
    2. No tak, niech to, a ja myslałam, że tylko bez okularów nie widzę, a tu nawet w;(((

      Usuń
    3. No tak, grunt to spostrzegawczość:(
      :)

      Usuń
    4. :) Koń kamufluje się zawodowo.

      Usuń